Europejskie Ugrupowanie Współpracy Terytorialnej

Partnerzy projektu:

Podziel się z innymi:

Świat dawnej apteki na polsko-słowackim pograniczu

Powszechnie uważa się, że kolebką lecznictwa zorganizowanego była starożytna Azja. Sumerowie żyjący na obszarze dzisiejszego Iraku opowiadali, jak Gilgamesz zdobył dla umierającego przyjaciela Enkida roślinę życia. Jednak bogowie zesłali węża, który ją ukradł, zrzucił skórę i uciekł. Dziś gdy nas coś boli, czujemy się nieswojo czy mamy katar idziemy do apteki po dany specyfik. Wszystko w kartonikach i buteleczkach leży grzecznie poukładane na aptecznych półkach. Kiedyś – i to wbrew pozorom wcale nie tak dawno było jednak inaczej. Gotowe lekarstwa w aptekach ograniczały się głównie do proszków na ból głowy, wody utlenionej, kilku maści, bandaży i plastrów do ich przyklejania. Większość medykamentów farmaceuta sporządzał sam. Apteka też wyglądała zupełnie inaczej. Z reguły panował w niej półmrok i cisza. Wysokie aż po sufit ciemne szafy podzielone były na dziesiątki szufladek opisanych porcelanowymi szyldzikami, kryjącymi substancje znane tylko aptekarzowi. Na półkach stały dziesiątki szklanych słojów i porcelanowych pojemników z tajemniczymi napisami charakterystycznym pismem z zawijasami. Było to tak zwane repozytorium. Przechowywano w nich półprodukty do przygotowywania leków – w słojach te płynne, takie jak guarana, wyciągi roślinne czy 95% spirytus, w porcelanowych pojemnikach na przykład tłuszcz z wełny owczej, który służył jako baza do rozmaitych maści. Klimat takiej dawnej apteki można poczuć w Limanowej  dzięki mikroprojektowi Świat dawnej apteki na polsko-słowackim pograniczu

1  fot. arch. beneficjenta

 

W Muzeum Regionalnym Ziemi Limanowskiej odtworzono wnętrze dawnej apteki skrywającej osobliwe specyfiki, tajemnicze mikstury, ręcznie kaligrafowane receptury, unikalne naczynia i  narzędzia do wytwarzania leków. W odtworzonej limanowskiej aptece jest między innymi specjalny słój na…pijawki. Jest kolekcja moździerzy – w tym taki wyraźnie opisany „trucizna”, są apteczne wagi, cynowy wyciskacz, pigulnica, młynki do mielenia korzeni i ziół czy maszyna do wytwarzania czopków.

2  fot. arch. beneficjenta

 

W każdej dawnej aptece był zbiór receptur – ręcznie zapisana księga z niezbędnymi dla farmaceutów informacjami dotyczącymi składników, proporcji i zastosowania danego leku . I tak na przykład stara recepta na świerzb składała się z siarki, terpentyny, żółtka z jaja i masła. W limanowskiej aptece jedną z receptur była ta na castoreum. Nie był to lek, lecz panaceum. Wytwarzane z gruczołów analnych bobra było podawane …hipochondrykom, którzy myśląc, że dostali prawdziwe lekarstwo na swe wyimaginowane schorzenia od razu czuli się lepiej.

3

 

W dobie pandemii, kiedy muzea są zamknięte rzut oka na starą aptekę umożliwia krótki wirtualny spacer - szepty aptecznych utensyliów

 

A gdy pandemia minie warto się wybrać, żeby poczuć klimat dawnej apteki, ale także zobaczyć….prezerwatywę z 1930 roku w oryginalnym opakowaniu czy …..pigułki przeczyszczające – uwaga – WIELOKROTNEGO użytku. Jak się je stosowało…..pozostawiamy wyobraźni……

Stała wystawa Świat dawnej apteki na polsko-słowackim pograniczu ma też dodatkowy wymiar historyczno-sentymentalny. Dotyczy bowiem nie tylko historii farmacji, ale przede wszystkim jest ściśle związana z dziejami pięciu pokoleń limanowskich farmaceutów. Centralną postacią w odtworzonym aptecznym wnętrzu jest niezwykła kobieta żyjąca na początku XX wieku – Klementyna Bączkowska – właścicielka apteki w Limanowej. O dziejach aptekarstwa i samej Klementynie opowiada też przygotowany w ramach projektu film dokumentalny. Jest w trzech wersjach językowych – po polsku, słowacku i angielsku. Można go zobaczyć na miejscu, w kiosku multimedialnym będącym częścią wystawy, ale też można poznać niezwykłą historię Klementyny Bączkowskiej nie ruszając się z domu i oglądając film na stronie Muzeum Regionalnego Ziemi Limanowskiej.  W nim między innymi odpowiedź na pytanie w jaki dzień tygodnia był największy ruch w aptece, dlaczego i na jakie medykamenty było wówczas największe zapotrzebowanie.

 

Farmaceuci, jak każdy zawód mają swoje własne żarty. A to o kliencie, który przychodzi do apteki po aspirynę, ale posługuje się wyłącznie łacińską nazwą, bo inne „nie jest w stanie zapamiętać”, a to o klientkach pytających o suplementy diety na zmarszczki na  uszach. Jest też ten o kobiecie, która przychodzi do apteki po …trutkę. Zaniepokojony aptekarz pyta po co jej potrzebna. Ona na to nie owijając w bawełnę, że chce otruć męża. Aptekarz tłumaczy, że nie może pozwolić by go otruła, nawet jeśli mąż ją zdradza. Na co kobieta pokazuje mu zdjęcie męża w jednoznacznej sytuacji z jego…żoną. Wtedy aptekarz mówi: „nie wiedziałem, że ma pani receptę”.


logo PL

Blog zrealizowany w ramach zadania publicznego pt. „Współpraca, która wzmacnia i rozwija kluczem do pozytywnego wizerunku Polski na arenie międzynarodowej” finansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2020 – nowy wymiar”.

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju
Regionalnego w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Rzeczpospolita Polska
– Republika Słowacka 2007-2013 oraz ze środków finansowych Województwa Małopolskiego